„Mamusia” do pokochania

Kiedyś usłyszałam radę, żeby pokochać swoją teściową. Niemiłość do teściowej oznacza brak akceptacji sporej części tego, co druga połówka wyniosła z domu rodzinnego. A wszelkie braki akceptacji w związku to potencjalne miejsca spięć.

Nie mówię do mojej teściowej „mamusiu”. Ale też nie zwracam się do niej w trzeciej osobie: „niech mama…” (bywa to wytrych, by nie mówić wprost). Mówię po prostu „mamo”. Choć wiadomo, że relacja z moją mamą i mamą mojego męża jest całkiem inna.

Bagaż i skrzydła

Te dwa słowa opisują najpełniej to, co my z Markiem, i pewnie nie tylko my, wynieśliśmy ze swoich domów rodzinnych. Z jednej strony były to rzeczy, które nas obciążały, od których chcieliśmy się uwolnić, z drugiej – znaleźliśmy i takie, które w jakimś aspekcie nas inspirują.

Budując swój związek wiele godzin przegadaliśmy o tym, co niesiemy. Wiele z tego razem przerobiliśmy. W ten sposób wyklarowało się nam, co dla nas jest ważne, jak chcemy układać nasze życie. Patrząc przez pryzmat bagażu, łatwo było nam formułować, czego nie chcemy. Wydawało mi się wtedy, że w pełni akceptujemy nawzajem swoje historie i to, co z nich wynika.

Było więc tak, że gdy pojawiał się konflikt spowodowany tym, że pochodzimy z różnych domów, dochodziliśmy do przyczyn swoich reakcji. Dzięki temu lepiej się poznawaliśmy, rozumieliśmy i dowiadywaliśmy o sobie nawzajem. Na przykład taka dość powierzchowna sprawa z naszych pierwszych Świąt. Postanowiliśmy nie jechać do żadnych rodziców, tylko spędzić je we dwoje. Przygotowania: ja zakupy, Marek działa w domu. Wracam – i cios w serce. Marek ubrał choinkę! U mnie w domu ubieranie choinki to była celebracja, każdy musiał mieć jakiś wkład. U Marka – jeden z przedświątecznych obowiązków, który trzeba było odhaczyć. Tak więc aby ułatwić mi życie, mój kochany mąż ubrał sam choinkę. A ja to odebrałam, jakby zamordował ducha świąt 😉

Robisz jak twoja mama

W czasach pierwszej wspólnej choinki nie myślałam jednak, że przyjdzie czas, gdy padną te słowa. Przecież wszystko sobie wyjaśnialiśmy. Przecież budowaliśmy swoje, nowe.

A jednak. Nie tak dawno w złości gryzłam się w język, żeby nie wbić Markowi szpili tym zdaniem. Ja od niego też już to usłyszałam, w spokojnej rozmowie. I musiałam przyznać mu rację.

Więc doszliśmy do punktu, w którym może zabrakło nam czasu na wyjaśnienie czegoś? Albo doszliśmy do głębszych schematów zachowań niż świąteczne zwyczaje? Albo mamy mniej akceptacji i cierpliwości wobec trudnych dla nas zachowań.

Tak czy tak, uderzył mnie ten brak akceptacji. Osądzanie mamy – teściowej – i jego. Pomyślane w złości – to były mocne osądzające myśli. A przecież kiedyś myślałam, że „robisz jak twoja mama” między nami nie padnie. A tu, nawet jeśli niewypowiedziane na głos, tak mocno wybrzmiało w mojej głowie.

W takiej sytuacji wiem, że pierwszym krokiem jest zmiana we mnie. Potrzebuję czasu, żeby opadły mi emocje. I poszerzenia mojej perspektywy, żeby od negacji przejść przynajmniej do jakiejś formy zrozumienia.

Inna miłość

Czy uważam, że jest ważne, by kochać teściową? Tak, tak uważam.

Ale jaka miłość? Nie musi być emocjonalna. To znaczy może i znam takie historie, ale nie musi. Ta miłość nie wynika przecież z naturalnej więzi. Równie dobrze może to być postawa akceptacji i życzenie dobra. Może brać się z szacunku, z miejscem dla różnic. A także z szacunku do wyborów innych niż byłyby moje. I ze zrozumienia tych wyborów. Z wdzięczności, że jest mój mąż.

Coś takiego stoi za moim „mamo”. Na tu i teraz wystarczy.

10 Replies to “„Mamusia” do pokochania”

  1. W małżeństwie trzeba zgadzać się na kompromisy, bo każdy z nas miał inne tradycje i zwyczaje w swoim domu rodzinnym. A teściowa to nie zawsze wredna baba jak z kawałów, ale naprawdę sympatyczna kobieta, z którą można się dogadać 🙂

    1. Jasne że tak! Można się dogadać i jest to łatwiejsze przy założeniu, że wszyscy mamy dobre intencje 😉

  2. Przyznam, że nie kocham teściowej mimo, że nazywam ją mamą, ale okazuję jej szacunek, choć nie zawsze się z nią zgadzam, ciepłe myśli, bo gdyby nie ona, nie spotkałabym faceta mojego życia. 🙂

    1. Może właśnie ten szacunek i dobre myśli to jest taka wystarczająca miłość. Ja tak myślę.

  3. Nie wiem czy kocham swoją teściową, szanuje ją i to okazję ale miłość hmm…

    1. Może szacunek to też jakaś forma miłości. Nie każdego kochamy tak samo, a czasem szacunek to właśnie bardzo dużo…

  4. Ja mówię do teściowej po imieniu, mój mąż do swojej tesciowej moei babcia odkad mamy dzieci

    1. Babcia to też wygodny zwrot 😉 czasem używam 🙂

Pozostaw odpowiedź Anszpi Anuluj pisanie odpowiedzi

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.