Testujemy style życia

Są ludzie, którzy po prostu wiedzą, gdzie i jak chcą mieszkać. Inni nie mają wyboru, więc jak najlepiej urządzają się tam, gdzie są. A my? Szukaliśmy, pielgrzymowaliśmy i jak się okazało, testowaliśmy 😉

Nasza wędrówka nie wynikała z niezdecydowania, a raczej z tego, co na każdym etapie uznawaliśmy za najlepsze. Myślę też, że ważnym kryterium było, co uważamy za możliwe do ogarnięcia. Każdy etap miał w sobie coś, co lubiłam i miło wspominam, i każdy miał w sobie coś, co nam nie pasowało i popychało, by iść dalej.

Wynajęte mieszkanie – blisko centrum

To była nasza opcja na start. Mieszkanie według standardów dawno minionej epoki, ale za to na tyle blisko centrum, że dojeżdżałam tam na rowerze. To było spoko. Plusy były też takie, że nic nas tam nie trzymało i mogliśmy się spokojnie zastanawiać, co chcemy robić dalej. Minus wynajmowanego mieszkania odczuwa się co miesiąc – płacimy za użytkowanie, a nie staje się ono ani trochę bardziej nasze. Jednak gdybyśmy spłacali kredyt, to po x latach…… I tak po półtorej roku pożegnaliśmy się z wynajmem.

Blokowisko – wioska w mieście

Wylądowaliśmy na peryferiach Krakowa – jeszcze wtedy było tam dużo terenów zielonych. Dojazd do pracy dało się przeżyć – Marek pracował z tej strony miasta, więc ok, ja w centrum, więc trochę gorzej. Ale później byłam już w domu, bo urodziło nam się dziecko. Mieszkanie urządzaliśmy sami i to było super. Może nie sam proces, bo tu nasze poszukiwanie najlepszych wyborów bywało upierdliwe 😀 Ale koniec końców czuliśmy się tam dobrze. A kuchnia, chociaż mała, miała super wykorzystaną przestrzeń. Do tej pory tak uważam, lubię tam być.

Będąc tam, właściwie nie było potrzeby wyjeżdżać do centrum – jeśli się nie pracowało, tylko np. było z dzieckiem jak ja. Lekarz, kościół, koleżanki i sąsiadki, sklepy, place zabaw – wszystkie podstawowe potrzeby ogarnięte. A jeszcze żłobek, przedszkole, szkoła. I trasy spacerowe. I klub fitness, a z czasem i klub kultury. Mikrokosmos. Że znajdowało się w Krakowie – czysty przypadek. Mogłoby być prawie gdziekolwiek, tyle że na Rynek było bliżej. W sumie czułam, że można tam dobrze ułożyć sobie życie.

A jednak coś nas pchało dalej. Bo w moim życiowym planie to mieszkanie miało być na 5 lat. Później przeprowadzimy się do własnego domu. Ups, nie wyszło. Jednak rzeczywiście mieszkaliśmy tam tylko 6 lat. Pojawiła się Me i zrobiło się nam ciasno. A trzecie piętro, które kiedyś zachwyciło (widok na Babią Górę), zaczęło wkurzać. Zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej.

Ucieczka na wieś

Nie bardzo nam się opłacało sprzedać mieszkanie. Ja namawiałam Marka na pracę zdalną i wyprowadzkę z Krakowa gdzieś daleko. Ale jakoś nie mogliśmy podjąć takiej decyzji. Ostatecznie wybraliśmy rozwiązanie pośrednie – wynajem domu pod Krakowem. Z większą przestrzenią w i wokół domu. Z brzozami na działce. Wystarczyło zrobić dwa kroki z domu i byliśmy w innym świecie, w parku czy lesie, wśród ptaków, wiewiórek, zieleni. To była cudowna odmiana.

Marek znów miał blisko do pracy, bo zmienił ją w międzyczasie i znowu byliśmy po dobrej stronie Krakowa. I tu były korki, ale zazwyczaj udawało mu się wstawać rano, tak żeby zdążyć przed. Moje życie oprócz domu to były wyjazdy do Krakowa z dziećmi i spotkania z zaprzyjaźnionymi mamami, też najczęściej spod miasta. Pod tym względem to był super czas – i to chętnie przeniosłabym razem z sobą 😉

Więc było całkiem fajnie, ale w końcu znów trzeba było pomyśleć, co dalej. Ileż można wynajmować dom? Mimo że cena za wynajem była niewysoka, to i tak trudno byłoby nam oszczędzić na coś własnego. Coraz bardziej męczyły nas też dojazdy do miasta: wszędzie korki i zakazy parkowania. Rozumiem Krakusów, że wprowadzali ograniczenia, ale rozumiem też siebie, że wybierałam 20 minut autem zamiast 90 w autobusach. W każdym razie ten zewnętrzny wkurz był chyba wyrazem gotowości na zmianę. Bo 200 km dalej w małym mieście stał pusty dom, w którym w każdej chwili mogliśmy zamieszkać…

Małomiasteczkowo

W taki oto sposób, po konsultacji z moją mamą, dotarliśmy tu, gdzie jesteśmy jeszcze teraz. Czyli do mojego domu rodzinnego, domu mojej mamy – więc nie tyle konsultowaliśmy, ile pytaliśmy, czy nas tu wpuści 😉

Marek pracuje zdalnie. Udało mi się znaleźć ciekawe zajęcia dla dzieci. Jak stoję w korku, to trwa 10 minut, nie 50. Poznaliśmy dużo fajnych osób. Mieliśmy super czas z moją rodziną, a do rodziny Marka jest też sporo bliżej. Mojej mamy przez większość czasu nie ma. Gdy jest, przeszkadza jej nasz bałagan, i to właściwie jedyny powód nieporozumień. Choć i my się w miarę możliwości staramy, i ona uczy się odpuszczać. Osiągamy jakąś formę zgniłego kompromisu 🙂 Jeśli więc chodzi o powroty do rodziców, to w naszym przypadku jest ok. Słyszałam kilka złych historii. Nasza jest ok, chyba lata pracy nad sobą z obu stron zrobiły swoje 🙂

Najbardziej brakuje mi krakowskiego środowiska edukacji domowej i wszystkiego, co się z nim wiąże: przyjaźni, lekcji muzealnych w różnych ciekawych miejscach, wielodzietnych spotkań. Nie że codziennie to odczuwam. Zorganizowaliśmy sobie życie inaczej, a tego, co było tam, tu po prostu nie ma.

Teraz znów jesteśmy na wylocie. Powiedzieć o sobie małomiasteczkowi to jednak było za mało. Będą z nas wiochmeni 😉

Fot. z domu z brzozami – Ania Chojowska-Szymańska

3 Replies to “Testujemy style życia”

  1. A daleko ta wieś od Krakowa?
    Adres już znany, można się szykować do drogi?
    Dobrze ze wróciłaś?

    1. Dość daleko, tzn. więcej niż 20 minut 😉 ale da się dojechać, więc szykować do drogi się można 🙂 jak tylko tam się znajdziemy 🙂

  2. Po powrocie z podróży marzyło mi się mieszkanie wielopokoleniowe, z rodzicami, przynajmniej na chwilę…plan przetrwał trzy miesiące:) Nie było źle, ale jednak za ciasno…Już tam na miejscu w PL, zaczynałam rozglądać się za malutkim własnym domem…Jednak sytuacja ,,pracowa” potoczyła się trochę inaczej i tym sposobem znów wylądowaliśmy w Szwajcarii. A tutaj wciąż mnie nosi, ciągle szukam fajnego miejsca do życia. W ciągu dwóch lat mieszkałam już w sumie w dwóch miejscach i czas najwyższy poszukać trzeciego:)
    Doskonale rozumiem ewolucję miejsca do mieszkania:)
    Z pozdrowieniami z Saviese,
    Natalia

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.