Jeszcze raz i na Kaukaz!

Z krótkimi grudniowymi dniami trzeba sobie jakoś radzić. Przeglądam zdjęcia z zeszłorocznych wakacji i planuję przyszłe. Ciągnie mnie na Kaukaz. A konkretnie – kawałek mojego serca skradła Armenia. Garść wspominek.

Plan był inny. Mieliśmy być w Armenii w listopadzie. Tak, w tym, który właśnie się skończył. Okazało się jednak, że jesień i Najmniejsza Mi podziałały na mnie bardzo rozleniwiająco. Ale nie tylko to. Pomyślałam też o tym, że marzą mi się góry. Oczywiście w naszym składzie żadne wielkie wyczyny nie wchodzą w grę. No ale jednak przydałaby się dobra pogoda. I jeszcze Jerz i dieta, której musimy pilnować. Tak przemyśliwując, z lekkim bólem zrezygnowałam z wyjazdu teraz. Przesunęliśmy go na przyszły rok – i ma to swoje plusy. Np. szansa na upolowanie tańszych biletów lotniczych. I czas na dokładniejsze zaplanowanie całej wyprawy.

Co najbardziej zapadło mi w pamięć?

Oczywiście klasztory. Zwiedziliśmy ich kilkanaście. Dało się to zrobić z dziećmi, ponieważ samym wnętrzom nie poświęcaliśmy dużo czasu. Są o wiele bardziej surowe w porównaniu do tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w naszych kościołach. Wszystko da się obejrzeć w spacerowym tempie. Najczęściej też wokół kościołów było sporo przestrzeni dla tych, co się znudzili patrzeniem.

Klasztory odzwierciedlają niezwykły klimat i historię tego kraju. Dostanie się do niektórych było wyzwaniem. Albo trzeba było pokonać spory kawał drogi, albo wspiąć się wysoko jak na nasze możliwości. Za każdym razem było warto. W Kobajrze lekko karkołomną wspinaczkę wynagrodził nam fresk Chrystusa. To był zaskakujący widok, freski w ogóle rzadko się tu spotyka. Zasapani przekroczyliśmy bramę, a tu – to spojrzenie. Maleńki klasztor św. Jana Chrzciciela, do którego dotarliśmy wbrew usilnym staraniom wszystkich napotkanych po drodze przewodników, stał się dla mnie esencją”armeńskości”. Ukryty wśród wzgórz, beżowy jak otaczające go kamienie. Sąsiadujący z ruinami wsi, zniszczonej dawno temu przez trzęsienie ziemi. Wśród kwitnących moreli. Z miejscem na grilla 🙂

Owce towarzyszyły nam przez chwilę w drodze właśnie tam.

Jezioro Sewan. Jest przepiękne. Ze swoimi odcieniami błękitów i turkusami. Z falami prawie jak nad morzem. I górami, które rozsiadły się nad nim jak zielone smoki. Albo śpiące olbrzymy. Kąpiel w Sewanie co prawda należy bardziej do wyczynów ekstremalnych. Połączenie ogromnych kamieni na dnie z mega falami i dość zimną wodą to nie ten rodzaj przyjemności, której szukam w pływaniu… Ale warto było spróbować.

Ludzie. Np. ten pan i ta pani. Mieliśmy wrażenie, że tam wszyscy się nawzajem znają przez znajomych znajomych. Doświadczyliśmy bardzo dużo zwyczajnej życzliwości, a czasem pomocy. Ujmujące jest to, że na widok auta stojącego na poboczu inni kierowcy natychmiast się zatrzymują zapytać, czy wszystko ok. W Pl dawno się z czymś takim nie spotkałam. Tu jesteśmy w muzeum sąsiadującym z ruinami katedry w Dwinie. Gospodarze otworzyli nam i oprowadzili, chociaż było już trochę późno 😉

Ararat. Nie armeński teraz, a tak obecny w ich świadomości. Widoczny z tylu miejsc, wyłaniający się z mgły jak duch. Święta góra, Masis.

Jedzenie. Niestety obecność dzieci była przeszkodą, żeby się nim w pełni delektować. Od polecanych wypaśnych restauracji woleliśmy więc bardziej swojskie klimaty. Ale właśnie w nich udało nam się spróbować pysznego, świeżego, robionego na naszych oczach jedzenia. A jednym z nich był ten lawasz z zieleniną z Goris.

Straszna przygoda z krowami. Uważajcie na krowy, jak chodzicie po bezdrożach. I na bezpańskie psy, które wyglądają, jakby wiedziały, dokąd idą, a potem okazuje się, że ich celem było zdenerwować bydło.

I jazda nocnym pociągiem Tbilisi – Erywań. To była przygoda 😀

Mogłabym jeszcze długo wymieniać. Na teraz wystarczy. Plan jest 😉

շնորհակալություն 🙂

4 Replies to “Jeszcze raz i na Kaukaz!”

  1. Dziękuję za ten piękny opis Armenii. Nie byłam tam, więc chociaż poczytałam i pooglądałam.

    1. Dzięki, to taki maleńki wycinek 😉

  2. Anahit Hakobyan says: Odpowiedz

    Dziękuje, Madziu za piękne opowiadanie! Właśnie zrozumiała przyczynę Twojego “NIE PRZYJAZDU” )))… A wiec będę czekała na następny rok :-)…

    1. Mam taką nadzieję, że co się odwlecze, to nie uciecze ☺️

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.